Jak się szybko zniechęcić do treningu – 10 antyrad

dyskusja 20 komentarzy

Niedawno urodziłaś dziecko, niecierpliwe czekałaś aż skończy się połóg (taką mam przynajmniej nadzieję), i wreszcie zabierasz się za ćwiczenia planując triumfalny powrót do formy i figury.

Albo może dziecko urodziłaś już jakiś czas temu, ale jakoś do tej pory nie mogłaś się zmotywować żeby ruszyć przysłowiowe cztery litery z kanapy. Natomiast już od jutra, albo od poniedziałku, no najdalej od pierwszego, bierzesz się za siebie 

Zakładam, że skoro już znalazłaś w sobie motywację żeby zacząć, nie planujesz odpuścić po tygodniu, góra dwóch.

Dlaczego więc zazwyczaj tak się dzieje? Dlaczego ta para jakoś często z nas uchodzi? Bo brak czasu? Bo masz słabą silną wolę? Bo to nie jest dla ciebie? Bo słomiany zapał to twoje drugie imię?

A może dlatego, że nie zależy ci na trwałej zmianie twojego stylu życia, a potrzebujesz tylko wymówki, że próbowałaś, ale się nie udało, więc widać to nie jest dla ciebie?

Dzisiaj postanowiłam wyjść naprzeciw twoim potrzebom. Mam dla ciebie 10 antyrad – jak ćwiczyć, żeby mieć pewność, że nie będziesz musiała się męczyć dłużej niż 2 tygodnie. Zebrałam wszystkie najpopularniejsze błędy treningowe początkującego, więc skuteczność gwarantowana. W końcu wszystkie przetestowałam na sobie ;) Gotowa?

1. Za ciężki trening

Po co się ograniczać, rzuć się od razu na głęboką wodę – zapodaj najcięższy trening jaki znajdziesz. To nic, że miesiąc temu urodziłaś dziecko i od tygodnia nie spałaś dłużej niż 3 godziny pod rząd. Żeby mieć efekt, trzeba się spocić, nie? Może Turbo wyzwanie Chodakowskiej? Albo jakaś tabata? Im ciężej i szybciej, tym lepiej, w końcu te nadliczbowe kilogramy same się nie spalą.

Przewiduję dwa scenariusze – padniesz po 10 minutach, albo dociągniesz jakimś cudem do końca treningu, ale przez następny tydzień nie będziesz w stanie ruszyć ręką, ani nogą. W obydwu przypadkach efekt będzie ten sam. Zniechęcisz się, albo wręcz złapiesz kontuzję i ten pierwszy trening będzie też twoim ostatnim.

2. Porównywanie z innymi

Porównuj się z innymi, najlepiej z gwiazdami i celebrytkami. Analizuj każdy fragment ich ciała i porównuj go ze swoim. To nic, że “twój ideał” jest 15 centymetrów wyższy od ciebie i ma chłopięcą budowę ciała, a ciebie natura obdarowała pięknymi kobiecymi biodrami i cudownie obfitym biustem.

3. Zbyt częste ważenie się

Waż się codziennie. A nuż po wczorajszym treningu coś spadło i jesteś bliżej wymarzonego celu?

dsc07543

4. Brak planu treningowego

Nie planuj swoich treningów, idź na żywioł. W końcu jesteś młodą matką i żyjesz w rytmie czaczy. Czasem uda się zrobić raptem jeden trening w tygodniu, za to w następnym pociśniesz codziennie. Regularność i systematyczność jest przereklamowana!

5. Monotonia

Urozmaicenie treningu to jakiś wymysł. Ty wiesz, z czym masz największy problem, więc codziennie będziesz robić brzuszki i z wytęsknieniem wyczekiwać, aż oponka w magiczny sposób wreszcie zniknie.

6. Zbyt odległy lub nierealny cel

Cel ustal sobie ambitny, bo realne są dla cieniasów. Nie będziesz się przecież męczyć dla marnych 5 kilogramów lub 5 centymetrów w talii. Albo 20 kilogramów do końca miesiąca, albo nic!

7. Brak wyznaczonego celu treningowego

Albo jeszcze lepiej – nie ustalaj sobie żadnego celu, nie mierz swoich postępów, po co masz się stresować jak znowu odpuścisz po trzech dniach. Nikt nie lubi tego gorzkiego smaku porażki.

dsc07487

8. Odpuszczanie po każdej, najmniejszej nawet porażce

Wszystko, albo nic! Najmniejsze nawet potknięcie traktuj jako dowód na to, że to całe bycie fit po prostu nie jest dla ciebie. W końcu jak raz nie zrobisz treningu, to na bank już nigdy nie schudniesz / nie wbijesz się w spodnie sprzed ciąży / nie wrócisz do formy po porodzie (skreśl niewłaściwe). Mogiła, wszystko stracone, równie dobrze możesz zjeść czekoladę. Albo pączka.

9. Brak dbałości o prawidłową technikę ćwiczeń

Ilość, przede wszystkim ilość! Nad techniką popracujesz jak już będziesz szczupła, teraz trzeba cisnąć te przysiady i burpeesy!

10. Zosia samosia

W żadnym wypadku nie szukaj pomocy u trenerów lub instruktorów. W końcu tyle jest trenignów na YouTubie, jakoś sama ogarniesz temat i będzie dobrze.

 

 

No dobra, przyznaj się, które przerobiłaś na sobie?

A jeżeli jednak chciałabyś nie tylko zacząć ćwiczyć, ale i wytrwać to koniecznie sprawdź swoją skrzynkę mailową w czwartek. Podeślę ci arkusz, który pomoże ci wybrać taki trening, który naprawdę pokochasz. A moim skromnym zdaniem to jest właśnie klucz do sukcesu. A jeżeli nie jesteś jeszcze zapisana na mój newsletter to możesz szybko naprawić ten błąd za pomocą formularza poniżej 🙂

 

  • Masz absolutną rację z tym zbyt częstym stawianiem na wadze, ale przyznaję, że inaczej nie potrafię. Takie codzienne ważenie daje mi poczucie kontroli, chociaż często, niestety wprowadza lekki niepokój, bo wiadomo, że waga skacze – jasne, że wiem, jasne, że jestem świadoma, ale niestety ta widza mi niewiele daje 🙂 Kiedy odpuszczam sobie ważenie, to potem boję się stanąć na wagę 😉

    • Kalina Czarnopolska

      u mnie akurat częste ważenie się bardzo się sprawdza, pomaga mi utrzymać wagę w ryzach

      • każdy z nas jest inny, i to co u jednego się sprawdza, u innego zupełnie nie 🙂

    • to może ustal, że będziesz się ważyć np. raz w tygodniu? ważne też, żeby zawsze to było w podobnych okolicznościach, np. w samej bieliźnie, przed śniadaniem.

  • i zbyt częste treningi – przynajmniej na początek – lepiej ćwiczyć 2-3x w tygodniu niż nie ćwiczyć 7 😉

    • zgadzam się, na początku nie ma co przesadzać, zwłaszcza jak ktoś nie jest pewien jak planować treningi.

  • Moja największa głupota! Ważenie się! Na szczęście już z tym skończyłam.

    • Ja w zasadzie też się nie ważę. Obserwuję zmiany po ubraniach 🙂

  • Świetne antyrady 🙂 Faktycznie, ja też popełniałam kilka z tych błędów

  • Z powyższych punktów chyba ostatni, ale mnie akurat wyszedł na dobre. Na początku wstydziłam się pokazać ludziom, więc zaczęłam biegać i ćwiczyć w domu. Treningi miałam urozmaicone na szczęście i nie zdołałam się zniechęcić 😉 Dopiero po roku trafiłam pod skrzydła trenera i od tego czasu trenuję 2-3 razy w tygodniu.

    • Jeżeli się ćwiczy z głową i zwraca uwagę na technikę, nie ma nic złego w ćwiczeniu w domu. Zwłaszcza jak się ma dziecko jest to wygodna opcja. Ale z drugiej strony wiem, że trener, który na ciebie czeka jest też świetną motywacją.

  • Dobre zestawienie.
    A najlepsze jest to, że często wie się o tym co jest źle, ale trudno powstrzymać się i tego nie robić…

    • Oj tak, kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem 🙂

  • www.kasiaekiert.pl

    haha świetne 🙂 masz racje 🙂

  • Cenne wskazówki, bo czas najwyższy ruszyć się … do działania. 🙂

  • Te wszystkie punkty to zdecydowanie racja! 🙂 Nie ma nic gorszego jak odpuszczenie sobie treningów po małych niepowodzeniach.

    • To samo dotyczy diety, zauważyłaś? Zachowania typu, o kurcze zjadłam kawałek ciasta u mamy, więc równie dobrze, mogę już dokończyć blaszkę 😉