Weekendowe polecanki książkowe

dyskusja Brak komentarzy

Jedną z rzeczy, na które ciężko jest mi znaleźć czas, od kiedy urodziłam dziecko jest czytanie książek. Tych rzeczy jest oczywiście bardzo wiele, ale czytania brakuje mi chyba najbardziej. Kiedyś czytałam pasjami, po kilka książek równocześnie, wychodziło tego nawet 100 książek rocznie. Teraz wieczorami ogarniam to, czego nie zdążyłam zrobić w ciągu dnia. Głównie oznacza to pracę na komputerze, bo z jakiegoś powodu Karolina bardzo nie lubi jak przy niej siadam do kompa 🙂 Fajnie byłoby też spędzić trochę czasu z mężem. A potem robi się już późno, ja ziewam i ledwo widzę na oczy, a stosik książek przy łóżku rośnie i czeka na swój czas. Jeżeli już czytam to są to zazwyczaj książki „zawodowe” albo „dzieciowe”, beletrystyka się niestety nie mieści. Mam plan, żeby to zmienić. W tym celu postanowiłam rozpocząć na blogu cykl, w którym będę wam polecała ciekawe książki. Mam nadzieję, że mnie to zmotywuje!

Jak już wspomniałam ostatnio czytałam głównie książki popularnonaukowe i poradniki, więc pierwsze polecanki będą miały taki właśnie charakter. Stosik, który dla was przygotowałam prezentuje się tak:

20160418_173708

Na ten weekend polecam dwie pozycje dzieciowe.

„Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego” Joanna Woźniczko – Czeczot

okładka książki "Macierzyństwo non-fiction"

Ta pozycja może być części z was znana, bo swego czasu było o niej dość głośno. Wpisuje się ona w nurt odczarowywania macierzyństwa, pokazywania także jego ciemnych stron, a nie tylko słodko – całuśnych wizji szczęśliwych matek i słodkich bobasków. Ale nie spodziewajcie się jakiegoś strasznego doła, książka jest prześmieszna. Zwłaszcza jeżeli sam jesteś rodzicem i znasz to autopsji. A na pewno znasz 😉 Czasem jest to śmiech przez łzy, czasem śmiech do rozpuku, a czasem uśmiech z rozrzewnieniem. Nie polecam raczej przyszłym mamom. Po pierwsze, po co macie sobie odbierać złudzenia 🙂 Po drugie, żeby docenić kunszt i zmysł obserwacji autorki, trzeba to przerobić na własnej skórze. Natomiast jeżeli przeżywacie właśnie mały kryzys macierzyński, macie wrażenie, że całe dnie tylko karmicie, zmieniacie pieluszki i gugacie, to przeczytajcie koniecznie. Zobaczycie, że nie jesteście same i złapiecie dystans. Idealna pozycja na nadchodzący weekend.

„Jak wychować szczęśliwe dziecko” John Medina

okładka książki "Jak wychować szczęśliwe dziecko"

Tę książkę przeczytałam jeszcze będąc w ciąży, teraz, po dwóch latach, znów do niej wracam. Autor jest biologiem molekularnym, zajmuje się wpływem rozmaitych czynników na rozwój mózgu. W książce w przystępny sposób pokazuje jaki mamy wpływ na przyszłe życie naszego dziecka – zwłaszcza na jego inteligencję i to czy będzie szczęśliwy – na wczesnym etapie jego rozwoju. Dowiecie się, czy już w okresie płodowym można mieć na to wpływ i czy puszczanie nienarodzonemu dziecku muzyki Mozarta, rzeczywiście sprawi, że będzie geniuszem matematycznym. Czy wiecie na przykład, że sprawne fizycznie matki zazwyczaj rodzą inteligentniejsze dzieci, niż te otyłe? Ha!
Największy nacisk położony jest na pierwsze lata życia dziecka. Jeżeli chcecie zwiększyć szansę na wychowanie bystrego, szczęśliwego i dobrego człowieka (nie przesadzam, to tytuły kolejnych rozdziałów) to przeczytajcie koniecznie! Polecam i kobietom i w ciąży i mamom maluchów.

A wy czytałyście ostatnio jakąś wartościową książkę w tematyce mamowo – dzidziowej? Polećcie ciekawe tytuły w komentarzach. Jeżeli macie do polecenia coś sensownego o buncie dwulatka to biorę w ciemno 🙂