Ruch naturalny dla mam, czyli jak mnie olśniło na warsztatach

dyskusja Brak komentarzy
Fot. Wiktoria Laskus-Kuczyńska (ekipa Motivity)

Niedawno miałam okazję uczestniczyć w fantastycznym warsztacie Move your DNA weekend. Chciałam się z wami podzielić wrażeniami na gorąco, ale cóż, życie stanęło mi na drodze i temat musiał trochę poczekać. Ale może to i dobrze, bo niektóre kwestie musiały się ułożyć w mojej głowie i, przede wszystkim, w ciele. Dlatego dzisiejszy tekst będzie tylko po części recenzją czy też relacją z warsztatu. W większym stopniu będzie chyba moją luźną refleksją na temat ruchu, fitnessu, ciała i tego jak go używamy. Zapraszam was więc na tekst 3 x R – relacja, recenzja, refleksja 😉

Poruszaj swoim DNA, czyli czym właściwie?

Move your DNA weekend to warsztat będący rozszerzeniem książki Katy Bowman o tym samym tytule. Jako, że jestem psychofanką Katy 😉 było oczywiste, że muszę się na nim pojawić. Książkę czytałam już jakiś czas temu i zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Katy ma zupełnie inne podejście do ruchu niż większość znanych mi trenerów. Ćwiczenia, które proponuje mają na celu nie tyle wyrzeźbić ciało, co przywrócić mu jego pierwotną zdolność do ruchu, która została utracona w wyniku naszego współczesnego stylu życia.


Nasze ciała ewolucyjnie zatrzymały się w czasach kiedy żyliśmy jako ludy łowiecko – zbierackie, czyli byliśmy w ciągłym ruchu, bo było to zwyczajnie niezbędne żeby przeżyć – zdobyć pożywienie czy uciec przed zagrożeniem.
Dzisiaj nie musimy się już ruszać żeby przeżyć. A właściwie inaczej – większość potrzeb jesteśmy w stanie zaspokoić w pozycji siedzącej i za pomocą kliknięcia palcem.

Ale nasze ciała są stworzone do ruchu. Dlatego dzisiaj, chociaż większość ludzi, przynajmniej w kulturze zachodniej, cierpi raczej na nadmiar jedzenia i rzeczy, które posiadamy, równocześnie nasze ciała umierają z głodu ruchu. Wiem, brzmi dramatycznie, ale tak jest. Katy pokazuje w książce jak większość chorób cywilizacyjnych ma związek właśnie z niedoborem ruchu w naszym życiu. Mięśnie, których nie używamy przestają pracować zgodnie ze swoim przeznaczeniem – skracają się, napinają, albo osłabiają. Stawy, które rzadko są używane w pełnych zakresach ruchu, “zastygają”. A kiedy jedne części naszego ciała przestają się ruszać, inne muszą przejąć ich funkcje. To z kolei prosta droga do przeciążeń, dysfunkcji i patologii. Jedną z nich jest choćby rozejście mięśni brzucha, o którym Katy dość szczegółowo pisze w innej swojej książce.

Ćwiczenia, które proponuje Katy mają na celu odwrócenie tych zmian. Bardzo przemawia do mnie to podejście, gdzie zajmujemy się przyczyną problemu, a nie jego skutkami. Proste ruchy i ćwiczenia, które Katy pokazuje i omawia w książce mają nam pomóc po prostu lepiej używać swojego ciała, a w efekcie być zdrowszym i lepiej się czuć. Jeżeli trochę mnie znasz, wiesz, że to właśnie jest dla mnie główną motywacją do ruchu.

Warsztaty

Ponieważ trudno jest uczyć się ruchu z książki, Katy organizuje weekendowe warsztaty, podczas których instruktorzy z jej instytutu Nutritious Movement przeprowadzają uczestników przez ponad 40 ćwiczeń z książki. Edycję warszawską organizowały Ola i Joanna z Motiviti. Dziewczyny stoją również za wydawnictwem Fizjopress, które wydało polskie tłumaczenie książki Katy “Rozejście mięśni brzucha”. Znam dziewczyny, bo miałam okazję współpracować z nimi przy tym projekcie, więc byłam pewna, że wszystko będzie zorganizowane na najwyższym poziomie. I tak było – świetna, kameralna grupa, cudowna prowadząca Galina Ivanova Denzel  i niepowtarzalna atmosfera.

Ja wiem, że “40 ćwiczeń z książki” brzmi może niepozornie, ale to nie są takie sobie zwykłe ćwiczenia. Wyglądają niewinnie, ale bardzo głęboko “wchodzą w ciało”. To trochę tak, jakbyś zainstalowała w swoim mózgu nowy software do obsługi wszystkich struktur ciała. Chociaż podczas warsztatu się nie pociliśmy i nie sapaliśmy, a większość ćwiczeń miała na celu raczej rozluźnienie niż wzmocnienie, kiedy wracałam do domu, byłam naprawdę wyczerpana. I głodna jak wilk 🙂

Pierwszego dnia skupiliśmy się na ruchach i ćwiczeniach, które mają pomóc ciału przyjąć optymalne ustawienie. Tak dobrze przeczytałaś, przez 8 godzin uczyliśmy się stać 😄 Dawno nie dowiedziałam się tak wiele o swoim ciele jak w ciągu tych 8 godzin. Drugiego dnia było trochę dynamiczniej – przeszliśmy między innymi do chodu, wiszenia, dźwigania, pokonywania przeszkód. Jednym słowem wprawialiśmy nasze ciała w ruch. Chociaż praca była głęboka, była też bardzo delikatna dla ciała, z poszanowaniem obecnych zakresów ruchu, z dużą uważnością na to jak się czujemy w danym ruchu. Dlatego warsztat jest naprawdę dla każdego – osób zupełnie początkujących, jak i tych, które “siedzą w ruchu”. Myślę, że każdy odkryje w swoim ciele coś zaskakującego podczas tych dwóch dni.

Tym co dla mnie było bardzo ważne, był duży nacisk na to, żeby ten nowy ruch włączać na stałe do swojego życia. To nie jest zestaw, który powinno się wykonywać jako osobny trening. Raczej nowa jakość ruchu, którą można, a wręcz powinno się, włączyć do naszych codziennych czynności. Nie tyle ćwiczenia, co sposób używania ciała. Jako młoda, zabiegana mama, tak właśnie staram się działać. Takie podejście proponuję też dziewczynom na mojej platformie treningowej BOSKI plan dla mam – w każdym tygodniu oprócz treningu mamy “Suplement ruchu”, czyli #ruchprzyokazji. Po warsztacie mam mnóstwo nowych pomysłów na rozwój tej sekcji.

I na koniec jeszcze jedna wartość dodana tego typu pracy w grupie. Jest coś, co Katy nazywa “witaminą społeczność”. Energia, która powstaje kiedy praktykujemy w grupie jest czymś więcej niż sumą indywidualnych doświadczeń. Jednym słowem, bardzo wam polecam warsztat Move Your DNA. Śledźcie dziewczyny, bo wiem, że planują coś super na lato.

Co wzięłam dla siebie

Moja znajoma robiła swego czasu świetny cykl wywiadów Mama poza schematami (teraz wydane w formie książki). Po każdym wywiadzie robiła takie podsumowanie “Co mi to dało” – co wyniosła z każdej rozmowy. W podobny sposób chcę podsumować mój udział w warsztatach Move your DNA. Wypunktuję myśli, stwierdzenia i fragmenty rozmów, które zostały mi w głowie i wpływają na to jak używam swojego ciała, jak postrzegam ruch i jak pracuję.

  • Traktowanie ciała jako jednego mięśnia. Nie jako zbioru pojedynczych mięśni, ale właśnie jako jednej całości, gdzie poszczególne elementy bezpośrednio na siebie wpływają.
  • Ból to rzecznik prasowy ciała, który daje znać, że coś nie działa prawidłowo. Przy czym zazwyczaj przyczyna jest gdzie indziej niż boli.
  • Każde ćwiczenie jest testem, pokazuje ograniczenia twojego ciała. Dlatego nie ma sensu cisnąć na siłę, pomimo zmęczenia i bólu. Raczej trzeba słuchać ciała i być uważnym na wynik testu.
  • Niektóre części naszego ciała nigdy się nie ruszają. Nawet podczas treningu pozostają nieruchome, po prostu je omijamy, przeciążając inne struktury.
  • Fitness zabrał ruch z życia przenosząc go na salę ćwiczeń lub siłownię i dając złudne wrażenie, że jesteśmy aktywni. Tymczasem ruch to życie i nie może się odbywać tylko w wyznaczonym miejscu, o konkretnej godzinie, trzy razy w tygodniu.
  • Nie można wymusić na ciele prawidłowej postawy, ani przyjąć jej na siłę. Będzie to wtedy kolejne zewnętrzne ćwiczenie tworzące kolejne napięcia. Należy pracować nad rozluźnieniem, żeby ciało samo z siebie zaczęło w naturalny sposób przyjmować optymalne ustawienie.
  • Wszystko to jest szczególnie ważne w przypadku młodych mam. Po pierwsze ciało kobiety po ciąży i porodzie ma wiele ograniczeń ruchowych, którymi koniecznie trzeba się zająć jeżeli ma nam służyć przez lata. Po drugie matki są obserwowane przez dzieci, które właśnie w ten sposób uczą się o ruchu i sposobach używania ciała i podświadomie przejmują nasze wzorce ruchowe, również te nieoptymalne.

Ten ostatni punkt jest dla mnie chyba najważniejszy, przynajmniej w kontekście zawodowym. Dostrzegłam, że to czym się zajmowałam do tej pory, czyli treningi i działalność edukacyjna skierowana do kobiet w ciąży i po porodzie, jest idealnie uzupełniania przez kwestie, które od jakiegoś czasu bardzo mnie zajmują, czyli ruch naturalny, świadomość ciała, ruch w naturze. Czasem zamiast nad czymś myśleć, trzeba to po prostu poczuć. Ten warsztat pozwolił mi poczuć to całym moim ciałem, i w efekcie, w głowie zrobiło się więcej miejsca, a pozornie niepasujące do siebie elementy okazały się tworzyć całkiem sensowną całość. Mam nadzieję, że wam również spodoba się kierunek, w jakim będzie ewoluował Trening dla mam. Moje ciało jest zachwycone, a ja nauczyłam się ufać jego osądowi 😄

Leave a Reply